Twoje dziecko jest digital native. Co teraz?

Kamil Mizera
23.08.2016 08:09
A A A
fot. Dirk Marwede (www.flickr.com/photos/dinuxm1/)(CC BY-ND 2.0)

fot. Dirk Marwede (www.flickr.com/photos/dinuxm1/)(CC BY-ND 2.0) (smartfony)

Twoje dziecko urodziło się w nowej erze. Erze smartfonów, mediów społecznościowych i nowoczesnych technologii. Dla niego nie istnieje świat bez internetu, który stanowi coś tak naturalnego, jak dla ciebie telewizor. Ty jesteś digital immigrant, twój maluch jest digital native. A zarazem nie jest. O co chodzi?

Digital native to termin ukuty w 2001 roku przez Marc’a Prensky. Dotyczy on tych generacji, które przyszły na świat już w nowych realiach, w świecie zdominowanym przez technologię. Stwierdził on, że „tradycyjny” model edukacji nie sprawdza się, gdyż urodzeni w nowej, cyfrowej erze i mający nieustanną styczność z nowymi technologiami uczniowie myślą i przetwarzają wiedzę w znacząco inny sposób, niż do tej pory robiły to starsze generacje. Według niego, z tego założenia wynika następujący wniosek: wychowane w cyfrowej rzeczywistości i świecie skupionym na przekazie medialnym dzieci potrzebują środowiska edukacyjnego, które będzie w pewien sposób powielało ten medio-centryzm i serwowało wiedzę w odpowiedni sposób. To tak w skrócie.

Czy to oznacza, że nasze dzieci, przez to, że od właściwie pierwszych swoich chwil żyją w otoczeniu najnowszych technologii, są bardziej predysponowane do rozumienia cyfrowego świata i potrafią wykorzystywać technologie w bardziej intuicyjny i efektywniejszy sposób niż my, cyfrowi imigranci? Niekoniecznie.

Kontrowersje

Szereg badań pokazuje, że fakt, iż dzieci nie znają innego świata, niż ten cyfrowy, nie oznacza, że mają jakieś większe predyspozycje i inaczej przetwarzają wiedzę. Według raportu ECDL Foundation, bycie „rocznikowym” digital native jeszcze nic nie znaczy. Na przykład, 42% dzisiejszych włoskich studentów/tek nie ma świadomości ryzyka, jakie niesie za sobą dostęp do darmowego, publicznego Wi-Fi, a 40% nie zabezpiecza swoich smartfonów hasłem lub PIN-em. 50% z nich w ogóle nie sprawdza, jakie daje uprawnienia pobieranym aplikacjom. Zgodnie z tym raportem, fakt, że dzieci mają styczność z technologią od najmłodszych lat nie oznacza, że automatycznie wiedzą, jak z niej korzystać, czy nawet są w tym lepsi od nas - digital immigrants. Co więcej, bardzo często tylko im się wydaje, że znają się na nowych technologiach i potrafią z nich korzystać.

Warto również zauważyć, iż mitem zdaje się być przekonanie, że digital natives obawiają się kontaktów interpersonalnych czy mają lepsze umiejętności multitaskingu. Badania temu przeczą. 

Czy to oznacza, że digital natives nie istnieją?

Dyskusja na temat digital natives trwa w najlepsze. W ogóle warto zauważyć, że digital natives, digital immigrants, millennials, generacja x, y, z, ą - to tylko pewne próby kategoryzowania kolejnych pokoleń. Próby te pokazują co najwyżej, że przepaści międzypokoleniowe są coraz głębsze i jedna generacja ma problem ze zrozumieniem drugiej. Może to być wynikiem dynamicznego rozwoju technologii, który dystansuje do siebie kolejne pokolenia. Ale to temat na osobny artykuł.

Jeżeli weźmiemy wąską definicję Prensky’ego dotyczącą digital natives, to rzeczywiście pojawia się wobec niej wiele kontrargumentów. Nie da się jednak zaprzeczyć, że najmłodsze pokolenia, w szerszym znaczeniu tego słowa, są cyfrowymi tubylcami. Byliśmy w końcu świadkami narodzin technologii, które dla naszych dzieci są częścią rzeczywistości i kształtują ich życie, gdy dla nas są one bytami „zewnętrznymi”. My w wieku kilku lat bawiliśmy się patykiem, nasze dzieci bawią się smartfonami.

Musimy jednak pamiętać, że to nie oznacza, że automatycznie nasze dzieci wiedzą, jak mają postępować w sieci, jak chronić się przez phishingiem, cyberprzemocą. Dzieci, które nie znają świata bez social media mogą nie rozumieć, że nie powinny bezrefleksyjnie udostępniać swoich zdjęć czy osobistych danych w serwisach społecznościowych. Że zasada „nie rozmawiaj z obcymi” w sieci nabiera innego znaczenia i wymiaru. To wszystko to wyzwanie dla systemu edukacji, ale przede wszystkim dla nas - rodziców. Oprócz „tradycyjnego” wychowania nie możemy zapomnieć również o „cyber-wychowaniu”, o nauczeniu dzieci internetowych kompetencji oraz zdrowej ostrożności, pokazać różnicę między dobrym a złym wykorzystaniem potencjału nowoczesnych technologii. Jest to nowa pozycja na liście „czego powinienem nauczyć swoje dziecko”.