Znajoma zarzekała się, że jej córka nie będzie kolejnym ''różowym cukierkiem''. Ale czemu odbierać dziecku róż?

Przemysław Borowian
04.01.2017 11:57

"Barbie: Tajne Agentki", reż. Conrad Helten (Fot. mat. prasowe)

Byłem typowym kilkulatkiem. Uwielbiałem klocki Lego, autka z Burago, jazdę na rowerze i Gabriela Batistutę. Pamiętam jednak, że niektórzy koledzy woleli bawić się z koleżankami w dom czy nawet lalkami. To źle?

Tego typu reklam - zwłaszcza na dziecięcych kanałach - jest mnóstwo. Uradowani chłopcy podziwiają miniaturowe autka, przeskakujące z rampy na rampę. Zauroczone dziewczynki bawią się kolorowymi kucykami, obdarowanymi tak barwnymi kolorami, że całej tęczy by nie wystarczyło. Różnorodne zabawki znajdziesz bez problemu, nie ważne, czy jesteś rodzicem Zosi czy Antka.

Mam znajomą, która przed narodzinami pierwszej córki zarzekała się, że zrobi wszystko, by ominął ją "cukierkowo-różowy" szał, tak charakterystyczny dla przyjścia na świat dziewczynki. Znajoma z pełnym przekonaniem twierdziła, że nigdy nie kupi landrynkowej koszulki z wizerunkiem My Little Pony, a lalek Barbie nie będzie więcej niż książek czy innych zabawek. "Dam radę", przekonywała.

Ile wyszło z planów? Oczywiście nic. Wystarczy, że Mała nieco podrosła i zobaczyła jak atrakcyjny jest ten, cytuję znajomą, "cukierkowo-różowy" szał. Potem szybko poszło, a jeśli odwiedzicie teraz ich mieszkanie, to zobaczycie, że nawet tapety w pokoju dziecięcym przypominają senne marzenia przeciętnej kilkulatki: róż, kucyki, tęcza.

To oczywiście nic złego. Bardziej dziwiło mnie raczej buńczuczne wzbranianie się przed takim światem. Dlaczego odbierać dzieciom to, co w dużym stopniu determinuje ich dzieciństwo? Jeśli mała dziewczynka kocha różowy kolor (a co druga - kocha) - moim zdaniem - nie powinniśmy wzbraniać się przed kupowaniem jej ubrań w takiej tonacji w imię pewnych górnolotnych, niekoniecznie sprecyzowanych ambicji jej rodziców. Kilkulatek marzy o tornistrze z wizerunkiem bohaterów kreskówki "Auta"? Proszę bardzo!

Piszę o tym dlatego, ponieważ zagadnienie ma również swój inny wymiar. Moja córka, owszem, uwielbia bawić się lalkami. Bardzo ucieszyła się z miniaturowej kuchenki, którą otrzymała na zeszłe święta - teraz co kilka dni serwuje mi pyszny "rosół". Ale równie dużą frajdę sprawia jej zdalnie sterowany samochód, będący urodzinowym prezentem. Dziewczynce nie przystoi bawić się autkami? Niby czemu? Jeśli widzisz szeroki, szczery uśmiech na twarzy dziecka - to chyba znak, że zabawa sprawia jej prawdziwą frajdę. A chyba o to w zabawie chodzi, mylę się?

Szczerze mówiąc nie znam żadnych specjalistycznych badań na ten temat. Nie obiło mi się jednak o uszy, by psychologowie trąbili na alarm, że bawiący się samochodami dziewczynki (i odwrotnie: chłopcy, którzy nie wstydzą się obcowania z lalkami) to jakiś poważny problem, prowadzący do zaburzeń w rozwoju. Owszem, nadmierne zainteresowanie pewnymi płaszczyznami może świadczyć o zamiłowaniu do pewnych nieoczywistych aspektów, ale kilka lat to stanowczo za wcześnie na wyciąganie daleko idących wniosków.

Nie każda mała dziewczynka musi lubić zabawę lalkami. I nie każdy młody chłopak powinien kochać miniaturowe samochody. Uśmiech na twarzy dziecka to najlepszy prezent, jaki może otrzymać każdy rodzic. Nie rezygnujmy z niego tak łatwo.