Czym się różni bliźniak, czyli najczęściej zadawane pytanie, na które nie znam odpowiedzi

Piotr Mikołajczyk
10.11.2017 15:59
A A A
Bliźniaki to podwójne wyzwanie

Bliźniaki to podwójne wyzwanie (Fot. iStock)

Najważniejszej informacji dotyczącej wychowywania bliźniaków udzielił mi Bill Murray. W "Między słowami" grana przez niego postać mówi o rodzicielstwie tak: "Twoje życie, jakim je znasz, odeszło. Nigdy nie wróci". I to chyba najważniejsza składowa pytania, które jako ojcu bliźniaków ludzie zadają mi najczęściej.

Pytanie to brzmi: czym się różni wychowywanie bliźniaków od wychowywania jednego dziecka? Kiedy chcę być uczciwy odpowiadam: nie wiem, nigdy nie miałem jednego dziecka. Ale oczywiście częściej korci, żeby jednak odpowiedzieć coś więcej.

Podstawowa różnica jest oczywista: jako rodzice bliźniaków nie macie najważniejszej przewagi, jaką rodzice mogą mieć nad dzieckiem. Przewagi liczebnej. Kiedy dziecko wymaga natychmiastowej interwencji - do ugaszenie pożaru wystarczy tylko połowa rodziców. Kiedy jednak mamy do czynienia z bliźniakami, pożary gasi się już rzucając wszystkie siły. I rzucając wszystko, co się akurat robiło.

A mówimy o sytuacji, w której oboje możecie zająć się dziećmi. A kiedy jednego z rodziców nie ma i kiedy dwoje dzieci trzeba ogarnąć błyskawicznie i w pojedynkę? Cóż, mógłbym na to pytanie odpowiadać długo i anegdotycznie, ale po co, skoro obraz wart jest tysiąca słów.

Czuwania czas

Druga rzecz, która różni rodziców bliźniaków i rodziców jednego dziecka jest taka: dziecko musi kiedyś spać. Prędzej czy później zaśnie. Musi. A zanim się obudzi minie trochę czasu. Ten czas może nie być bardzo długi, ale trochę jednak trwa. W tym czasie można coś zrobić.

Słynna (i rozsądna) rada mówi, że rodzic powinien spać, kiedy dziecko śpi, co brzmi jak naprawdę wymarzona robota biorąc pod uwagę, że małe dziecko śpi kilkanaście godzin na dobę. Słynne sarkastyczne rozwinięcie tej rady mówi, że rodzic powinien sprzątać, kiedy dziecko sprząta, a gotować kiedy dziecko gotuje. W przypadku bliźniaków jednak sarkazm nie jest potrzebny. Wystarczy pytanie: ale które dziecko?

Okazuje się bowiem, że bliźniaki (przynajmniej moje) od urodzenia znają pojęcie synergii. Działają jak pogromcy duchów w hotelu Sedgewick: potrafią się rozdzielić, żeby dokonać większych zniszczeń. Jeśli chcą, potrafią tak rozłożyć siły, żeby czuwać 24 godziny na dobę. Jasne, nie zawsze tak robią. Właściwie robią tak rzadko. Prawie nigdy. Ale wiedz rodzicu, że jest to wyłącznie ich dobra wola.

Żeby nie pozostać na poziomie ogólników. Małe dzieci budzą się w nocy. Częściej, rzadziej, ale się budzą. Często można je względnie szybko utulić i iść spać dalej, ale nawet wtedy pięć pobudek robi wrażenie na najtwardszym rodzicu.

A teraz wyobraźmy sobie, że tych pobudek jest pięć na dziecko. I część z nich zachodzi jednocześnie. I część z nich wiąże się z tym, że dziecko - już! teraz! natychmiast! - musi napić się mleka. Ale mama może karmić tylko jedno z nich. Ale drugie też się musi napić i również już! teraz! natychmiast! Wtedy wkracza ojciec, cały na biało i uspokaja zrozpaczone dziecko, które uspokoić się da albo nie da, bo przecież musi się napić mleka, już! teraz! natychmiast!

I wyobraźmy sobie, że dziecko budzi się w nocy z płaczem. Ale takim, wiecie, takim, że tylko małe dziecko potrafi tak płakać. A tuż obok śpi drugie. Zakładając, że śpi, że ten płacz brata go nie obudzi. Bo wtedy nie masz już jednego płaczącego dziecka, ale dwoje płaczących dzieci. I zastanawiasz się, zaspany i przerażony, jak zatrzymać tę karuzelę, bynajmniej nie śmiechu.

Idźmy dalej. Cztery akapity temu napisałem już, że bliźniaki błyskawicznie uczą się rozdzielać i pisałem to metaforycznie. Ale również mogę to napisać jak najbardziej dosłownie. Wiecie, dlaczego Łazienki są super do spaceru z dziećmi, szczególnie takimi przemieszczającymi się? Tak, bo mają drzewa, trawę, ciszę, wiewiórki, pawie, to wszystko prawda. Ale też dlatego, że mają wielki trawnik, na którym małe dziecko się nie zgubi, nie wpadnie na nic, nie zniknie ci z oczu, a jeśli nawet się przewróci, to nic sobie nie zrobi. Bo oczywiście kiedy dzieci jest dwoje, gwarantuję, że wypuszczone na zieloną trawkę popędzą natychmiast w przeciwnych kierunkach. Tak już jest i koniec.

Klient w krawacie...

...jest mniej awanturujący się. A rodzic bliźniaka jest bardziej niepokojący się. Bo dwoje dzieci, to i dwa razy więcej okazji do niepokoju. Bo każda gorączka, katar, kaszel, skaleczenie, które prędzej czy później przydarzy się każdemu dziecku, bliźniakom przydarza się dwa razy częściej. To znaczy, przydarza się tak samo, ale rodziców dotyka dwa razy częściej.

Z drugiej strony, podejrzewam, że rodzic bliźniaków jest niepokojący się mniej. Bo też szybciej się hartuje. Szybciej zaczyna rozumieć, że nie każdy katar wymaga interwencji lekarza, nie każde zadrapanie wymaga wzywania karetki i nie z każdym skaleczeniem trzeba natychmiast pędzić na ostry dyżur.

W ogóle, mam wrażenie, że po jakimś czasie rodzice bliźniaków zaczynają przejmować się mniej niż przeciętny początkujący rodzic. Bo, jak to trafnie ujął mój przyjaciel i, co za zabawna koincydencja, również ojciec bliźniaków (true story): nie ma czasu na pierdoły. Wiele rzeczy człowiek uczy się odpuszczać, ponieważ odpuścić musi. A gdyby nie chciał uznać tego, że musi, to by oszalał.

Podróż za dwa uśmiechy

Na koniec, widzę jeszcze jedną fundamentalną różnicę między wychowywaniem bliźniaków i jednego dziecka. Wychowywanie bliźniaków oznacza dwa razy więcej dziecięcych uśmiechów, dwa razy więcej przytulania, dwa razy więcej zabawy i dwa razy więcej radości. Jest to uczucie trochę takie, jakie zapewne poczułby trener reprezentacji Polski, gdyby wszedł do szatni przed meczem i zorientował się, że ma w składzie dwóch Robertów Lewandowskich.

Oznacza też, że kiedy wszyscy razem idziemy na spacer i dzieci zabieramy nie w wózku a w nosidełkach, to żaden z rodziców nie jest poszkodowany. Bo każdy ma dziecko najbliżej jak się da.