Jest miejsce w Polsce, gdzie dzieci z utęsknieniem czekają na lekcje i nauczycieli

Bartosz Raj
06.06.2017 13:14
A A A
Ojca Raj, Hanna Raj

Ojca Raj, Hanna Raj (Raj, Xperia Z5)

Nauczyciel w szpitalu to często pierwsza osoba, która dostrzega, że dziecko wraca do żywych. Zjawia się, gdy pacjent otworzy opuchnięte oko, może unieść się na łóżku. Kroplówka dla dziecka przeszkodą nie jest żadną - może spływać w trakcie lekcji.

Moja Hania właśnie kończy czwartą klasę podstawówki. Zarazem to jej pierwszy semestr nauki indywidualnej. Nie było innego wyjścia. W grudniu 2016 roku nie była już w stanie z powodu nieobecności, bólu, paraliżu i nudności normalnie chodzić do swojej szkoły. W szpitalu spędziła ciurkiem kilka tygodni. Miała kolejne operacje głowy, szyi, kręgosłupa. Ze szpitala wyszła pod koniec maja, po 23. zabiegu, który ma uratować sprawność jej rąk, osłabionych - ogólnie pisząc -  nowotworem. I nie wiadomo kiedy do niego będzie musiała wrócić.

Na koniec roku szkolnego będzie zaś miała:

czwórkę z matematyki, piątkę z polskiego i historii,

szóstkę z techniki i informatyki. Nie wiem jeszcze, co wystawi jej nauczyciel z przyrody (pani była na wycieczce szkolnej) i angielskiego. Chyba nic nie pokręciłem, co Hanka?

Napisałbym, że zdolna jest po mnie, ale to byłoby chwalipięctwo i nadużycie. Ja jej do kostek unieruchomionych stóp nie sięgam. Stopnie moja prymuska zaczęła zbierać już w szpitalu.

Dla kogoś, kto nie miał nieprzyjemności bycia z dzieckiem w placówce służby zdrowia (i dobrze!) może to dość zaskakujące. My z Hanią wpadamy do szpitala o różnych porach dnia i tygodnia, w różnym stanie. Raz w nastroju ćwierkającym, gdy zabieg jest planowany, innymi razy, znacznie częstszymi, znienacka, z powodu bólu lub innych nie fajnych rzeczy. Wtedy moja córeczka nie ma ochoty jeść, śmiać się, mówić, o wkuwaniu nie wspominając. Kładzie się na łóżku w jednej z ośmiu doskonale znanych jej sal na neurochirurgii Centrum Zdrowia Dziecka, ociera łzy, które popłynęły w trakcie zakłucia portu pod obojczykiem i czeka, aż

kroplówka z przeciwbólowym zacznie działać

i przyniesie chwilowe ukojenie. Te obrazy, kolejno następujące zdarzenia po przyjęciu na oddział, są nam doskonale znane. Również to, że wtedy właśnie, kiedy tylko z sali wyjdzie pani pielęgniarka w różowym trykocie, i zanim nawet pojawi się lekarz w niebieskim, w drzwiach zjawia się osoba w żółtym. Nauczyciel.

Pyta, kto leży w tej sali (czasem są trzy zapełnione łóżka), i która to klasa. Gdy trafi na „swojego ucznia” (''O! Cześć Hania, znowu u nas? Ja się czujesz? Pouczymy się? Masz swoje książki?''), siada koło chorego dziecka i zaczyna się lekcja.

Pytałem dziś moją uczennicę, który przedmiot lubi w szpitalu najbardziej.

Historię.

I to akurat jest doskonały przykład na to, że zajęcia z cierpiącymi dziećmi mogą być mimo wszystko prowadzone zupełnie serio. Pewnie ktoś teraz pomyśli: Co to za lekcje, fikcja jakaś, dodatkowe znęcanie się! Otóż nie. Oczywiście są różni nauczyciele, tak w szkole, jak i w szpitalu. Ale mają swoje obowiązki, 10 pięter instytutu i kilkuset małych pacjentów do odwiedzenia. Niektórzy robią lekcję szybko i stawiają stopnie za – jak się wydaje Hani – małe rzeczy. Inni, jak nauczycielka wspomnianej historii, nigdy nie daje ocen na pierwszych zajęciach.

Zadaje lekcje na następny dzień. Albo już na po operacji.

Tak było z Hanią w szpitalu ostatnim razem. Pani od historii przyszła przed krojeniem pleców, operacją rdzenia kręgowego. Gdy moja córka się obudziła po zabiegu i wróciła z sali pooperacyjnej na oddział, nauczycielka też wróciła i sprawdziła, czy zadane lekcje zostały zrobione. Pamiętam, bo razem się uczyliśmy o Grekach, demokracji, wyborach i Akropolu. Nauczyciele w CZD wystawiają stopnie, które spisane na specjalnym arkuszu trafiają potem do szkoły Hani.

Czasem dziecko nie chce lekcji. Nie ma sił. Boli. Wymiotuje. Nie ma nastroju. Różnica między „normalną” szkołą a szkołą w szpitalu jest taka, że nauczyciel wtedy wycofuje się dyskretnie. I wraca kolejnego dnia.

To są bardzo specjalne chwile, silnie emocjonalne dla rodzica siedzącego dzień i noc przy łóżku często nieprzytomnego dziecka. Nie ma tam, na neurochirurgii, łatwych przypadków. Operacje usunięcia guza z główki, wstawienia zastawki, zabiegi na kręgosłupie, inne na całym układzie nerwowym. Dzieci wracają na sale po operacjach często z dużymi ranami, licznymi szwami, obolałe, opuchnięte i niesprawne.

Po kilku godzinach przestaje działać morfina,

podana na sali wybudzeń lub na Oddziale Intensywnej Terapii. W następnym dniu lecą nieustannie inne leki przeciwbólowe i antybiotyki. Stojak z kroplówkami wygląda jak obwieszona bombkami choinka. Pierwsze żarty z moją małą pacjentką najczęściej wymieniają pielęgniarki i pielęgniarz. Jeszcze wtedy leży, ledwo otwiera oczy. Ale już jest wesoło, jeśli oczywiście nie boli. A potem przychodzi nauczyciel i pyta: Hania? Masz ochotę na lekcję? Masz książki? - Tak, mam! Tato, czy mogę już usiąść?

Książki są w plecaku pod łóżkiem.

To jest radość, oznaka powrotu do zdrowia, zbliżającego się powrotu do domu i do szkoły w tym domu. Tam z kolei przychodzą nauczyciele ze szkoły, ci sami co uczą jej klasę. Najczęściej ma dwie-trzy lekcje dziennie. Np. dziś, we wtorek angielski, przyrodę i matematykę.

Takie 45 minut sam na sam to jak 5 lekcji w szkole

z 30 uczniami na raz. Wnikliwa. Intensywna lekcja. Ale też w innej, nie do końca szkolnej atmosferze, we własnym pokoju. To działa, dowodem są Hani wyniki i stopnie, te zsumowane ze szpitala i z domu. Większe skupienie i większa ochota na normalność, na naukę.

Jednej rzeczy indywidualne nauczanie niestety nie umie zastąpić. W czwartek 1 czerwca moja 11-latka pojechała autokarem ze swoją klasą do kina. Dzień Dziecka był świetną okazją do zobaczenia się z kolegami i koleżankami. No i nie bolało. Po kinie rozmawialiśmy przez telefon. Hania opowiadała jednak o tym dniu jakby bez emocji. Spytałem szybko, czy coś się stało. Rozpłakała się.

Dzieci z jej klasy jadą na zieloną szkołę, to był główny temat rozmów w autokarze. Na kajaki. Ona nie pojedzie, bo jeszcze nie jest dość silna i zdrowa. Nie da sobie rady, tak jak daje sobie z nauką.

PS. Aktualizacja 20 czerwca - Hania dzięki ocenom i zachowaniu będzie miała CZERWONY PASEK.

Autor pisze też na blogu Ojca Raj - http://hantek.blox.pl/html

Najpiękniejsze w ojcostwie jest: