Dziecko w pracy - czy świat się zmienia?

Kamil Polny
27.03.2017 14:41
A A A
Dzieci w pracy

Dzieci w pracy (Fot. Kamil Polny)

Przypominam sobie jedną ze swoich pierwszych poważniejszych prac. Była to korporacja zajmująca się projektami internetowymi. Wszyscy na pokładzie byli młodzi i atrakcyjni. Szefowie maksymalnie po trzydzieści kilka lat. Pracownicy od dwudziestki w górę. Generalnie czuć było młodość i świeżość. No bo kto się wtedy znał jakkolwiek na Internecie? Tylko młodzi. Mało kto z moich znajomych miał dzieci, mało kto myślał o zakładaniu rodziny. Ale pamiętam jak wtedy wyglądał każdy roboczy dzień.

Pozwalaliśmy sobie na wiele wariactw. Była luźna i kreatywna atmosfera. Mogliśmy i robiliśmy wszystko co podpowiadała fantazja. Wydaje mi się, że w całym biurze nie było choćby jednego cichego miejsca. Podobało mi się to! Serio, taki stan wiecznie płynącej energii dobrze mi robił. Był to jeden z argumentów, dzięki któremu podobało mi się tam i z chęcią wracam pamięcią do tych czasów.

A teraz, szukamy spokoju w pracy

Teraz patrzę na świat z trochę innej perspektywy. Mam dwójkę dzieci i zazwyczaj brakuje mi czasu na wszystko. Wiecznie gdzieś biegnę i nieplanowanych atrakcji mam aż nadto. Idąc do pracy mam nadzieję, że będę mógł się przez chwilę skupić, ucieknę do miejsca gdzie będę miał chwilę ciszy i spokoju na wykonanie zadań, za wykonanie których mi płacą.

Dzieci w pracyDzieci w pracy Fot. Kamil Polny

Bezdzietni zazwyczaj chcą po pracy szybko prysnąć do domu i tam odpoczywać. Rodzice mają trochę inaczej. U nas dochodzi do nieoczekiwanej zamiany ról. To praca jest dla nas tym momentem, kiedy możemy odpocząć. Dom to kolebka hardcore’u, a praca to świątynia spokoju. Oczywiście nie uciekamy do pracy, żeby nic w niej nie robić.

Uciekamy, żeby nikt do nas nie krzyczał, żeby ludzie wyznawali podstawowe zasady społeczne, nie rzucali jedzeniem i nie puszczali publicznie bąków. Taka to nasza ucieczka od domu. Szukamy normalności, żeby nie zwariować. Moje życie zawodowe jest dosyć bujne. Miałem okazję pracować w wielu różnych biurach w różnych częściach miasta. Pracowałem już w domach jednorodzinnych przerobionych na biuro.

Pracowałem w dużych biurowcach, a raz nawet miałem okazję pracować w małym mieszkaniu w centrum Warszawy. Mieszkanie miało ten mankament, że nie można było wjechać do niego windą. W temacie biur jestem bardzo kompetentny.

Dzieci i problemy w pracy

 W momencie kiedy w moim życiu pojawiły się dzieci, sporo musiałem przeorganizować. W pierwszych dwóch latach życia dzieciaki nie są zbyt mobilne i nie masz ochoty przenosić ich nawet do drugiego pokoju. Ale mija czas i małe potworki rosną, zaczynają same chodzić, mówić - a po trzech latach całkiem sprawnie imitują zachowania dorosłego człowieka.

Dzieci w pracyDzieci w pracy Fot. Kamil Polny

Pierwszy raz z dzieckiem do pracy

 Pamiętam, że kiedyś miałem duży dylemat. Miałem mieć bardzo ważne spotkanie w pracy, równocześnie moja żona musiała mieć jeszcze ważniejszy zabieg chirurgiczny - w tym samym czasie. Złośliwy los tak poukładał terminy. Nie było opcji, żeby zerwać się ze spotkania biorąc urlop na żądanie. Zbyt długo pracowałem na to spotkanie, żeby go nie odbyć. Nie było opcji, żeby zostawić dzieci z żoną. Nie było opcji, żeby zorganizować opiekę zastępczą. Zostałem postawiony w sytuacji bez wyjścia! To znaczy wyjście było jedno.

Dzieci pakuję do samochodu i jedziemy razem do pracy… Nie lubię przeszkadzać innym w pracy, więc wcześniej nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby zabrać się kiedykolwiek z dziećmi do biura. Tym razem jednak nie miałem nic do gadania. Albo biorę dzieci ze sobą, albo zmarnuję ważną szansę.

Strachy na lachy

Okazało się, że ta sytuacja była początkiem nowego życia. Przyjechałem do biura, dzieci wziąłem ze sobą na górę.

Oczywiście czułem się najpierw trochę głupio. Byłem przerażony, w mojej głowie tkwiła wizja armageddonu. Oczami wyobraźni widziałem, jak dzieciaki przeszkadzają całej firmie. Na pewno skończą się pieluchy, ktoś się obrazi, że jest za głośno. Dzieci mogą przecież głośno płakać, sikać na podłogę, być głodne, chcieć siku, chcieć pić, oglądać bajkę, albo po prostu standardowo zażyczyć sobie obecności mamy. A jeszcze gorsze jest to, że jeśli chcesz przeprowadzić biznesowe spotkanie, to raczej opieluchowane dziecko nie pasuje do sali konferencyjnej. Trzeba było zaplanować, że ktoś z pracy się przez chwilę tymi moimi dziećmi zajmie. I o dziwo wszystko poszło świetnie.

Dzieciaki wywołały żywe zainteresowanie. Po chwili znalazły się dobre ciocie, wzięły bachorki pod skrzydła, zabawiały i traktowały jak własne. Mój problem zniknął praktycznie z chwilą przekroczenia progu. Pierwszy raz był stresujący, to fakt. Ale o ile dobrze pamiętam, przy trzeciej wizycie dzieci w pracy, wzięliśmy ze sobą nawet psa! Da się! Wystarczy mieć dobrą i empatyczną ekipę!

Dzieci w pracyDzieci w pracy Fot. Kamil Polny

Dom to też praca, jest jednak coś jeszcze

Coraz więcej osób decyduje się na pracę w domu. Internet sprzyja takim decyzjom. Oczywiście nie wszystkie, ale coraz więcej jest etatów, w których da się pracować zdalnie. Uskutecznialiśmy to z żoną przez jakiś czas. Da się tak funkcjonować, ale wbrew pozorom jest to bardzo trudne. Jeśli jesteście specjalistami, którzy muszą mieć spokój i ciszę do pracy, to rozwiązanie prawie całkowicie bezsensowne. Dzieci widząc rodzica w domu włączają opcję „mamooo daj”. Polega to na tym, żeby powiedzieć „mamo” w każdym momencie, kiedy mama zbliża się do miejsca pracy. Ta gra nie ma początku, ani końca. Po prostu trwa i ma na celu wyprowadzenie Cię z równowagi. Przypominam sobie z jak wielką chęcią wracałem do pracy poza domem. Z jednej strony smutek, że zostawia się ukochane osoby, a idzie się harować.

Z drugiej zaś, zostawia się dzieci, ale wita się ze spokojem, zasadami i … brakiem gry w „mamoooo”. Być może mieliście okazję zobaczyć ostatnio film, który obiegł ostatnio cały Internet. Mężczyzna wypowiada się na żywo w telewizji na jakieś poważne polityczne tematy. Nagle otwierają się drzwi, do pokoju wpełza jedno dziecko, a za chwilę na chodziku wjeżdża drugie. Facet w pełnej dezorganizacji, nie wiadomo co robić - czy wstać i przerwać wejście na żywo, czy może udawać, że nic się nie dzieje? Tę sytuację rozwiązała żona, która wślizgnęła się niczym sportowiec i wyciągnęła dzieci. Ten film to kwintesencja pracy z domu. Chaos i brak pewności, co spotka Cię za pięć minut.

Dzieci w pracyDzieci w pracy Fot. Kamil Polny

 Są inne wyjścia na pracę w towarzystwie dzieci

 Spotykam coraz więcej firm, w których zarządy odnotowują fakt posiadania dzieci przez ich pracowników. To naturalna sprawa. Są ludzie, więc są dzieci. Nie trzeba mieć wiele oleju w głowie, żeby wiedzieć, że im bliżej rodzica jest dziecko, tym rodzic jest spokojniejszy. Zbliżanie do siebie rodzin powoduje, że czujemy się pewniej w ciągu dnia. Psychika odpoczywa, kiedy nie musi zastanawiać się, co się dzieje u dziecka. Chyba nikomu nie trzeba mówić, że rozkojarzony pracownik jest wart tyle, co nic. A w jaki sposób zbliża się dzieci do rodziców w godzinach pracy? Ja znam i przetestowałem dwa sposoby. Obydwa wiążą się z zabieraniem dzieci ze sobą do pracy.

 Przyjazne biuro. Są na to sposoby

 Pierwszy jest taki, że pracujesz w biurze mającym przestrzeń przystosowaną do dzieci. Mam okazję pracować w jednym z takich coworkingów. Zlokalizowany jest na warszawskim Stadionie Narodowym. Moje dzieci kochają to miejsce za to, że widać je prawie z każdego miejsca w Warszawie. Gdzie byśmy nie jechali, słyszymy „tato, tato, zobacz. To Twoja praca!” I całe szczęście, że przynajmniej tę pracę lubię. Nie wytrzymałbym gdyby tak często przypominaliby mi o czymś, za czym nie przepadam.

Całe biuro jest przyjazne dzieciom. Jest duża zamknięta przestrzeń, z której nie da się zbyt łatwo wydostać będąc małym. Są huśtawki i poduszki. Jest strefa chilloutu, ale są też… inne dzieci! Im więcej ludzi, tym większa szansa, że zajmą się same sobą. A jak już się dzieci znudzą, to wychodzimy przed stadion i możemy pohasać. Tak, wiem, że praca jest po to, żeby pracować, a nie szlajać się z dziećmi. Ale tak, jak ludzie wychodzą na papierosa, tak Ty możesz ten czas przeznaczyć na krótki relaksujący spacer z dzieciakami.

Przedszkole - krok dalej

Według mnie genialny sposób zatroszczenia się o rodzinę. Firmowe przedszkola. Budzisz się rano, odpalasz samochód, pakujesz dzieci i jedziecie do pracy. Bez zbaczania z trasy, bez marnowania czasu. Wszyscy razem w jedno miejsce.

Wjeżdżacie na parking, idziesz do biura. Dziecko skręca do przedszkola, ty idziesz pracować. To rozwiązanie jest najgenialniejsze. Dlaczego? Bo masz łatwy i szybki dostęp do dziecka. Gdyby cokolwiek mu się stało - jesteś blisko. Gdybyś miał potrzebę przytulić - jesteś blisko.

Dzieci to przyszłość, więc warto, żeby ta przyszłość była blisko nas. A ten pracodawca, który będzie ułatwiał życie rodzinne, ten zyska przychylność dzieciatych pracowników