Michał Strzałkowski, Polskie Radio
01.06.2016 11:05
"Kupicie mi GTA V?" - to pytanie słyszałem już kilkadziesiąt razy. Dotąd nie kupiłem. Nie dlatego, że jestem skąpy. Po prostu gdy pyta 10-latek, odpowiedź mam jedną: "Nie".
Wizja mojego synka wcielajÄ
cego siÄ w zawodowych przestÄpcĂłw dokonujÄ
cych kradzieĹźy, rozbojĂłw, a nawet morderstw, zdecydowanie zniechÄca mnie do kupna gry. WolÄ, Ĺźeby pograĹ w jakÄ
Ĺ platformĂłwkÄ albo wygraĹ LegiÄ
Warszawa LigÄ MistrzĂłw. Tylko czy nie jestem trochÄ hipokrytÄ
?
KiedyĹ? Hulaj dusza, rodzice siÄ nie znajÄ
W jego wieku miaĹem juĹź przecieĹź swojego pierwszego peceta. DostaĹem go oczywiĹcie "do nauki". Rodzice kombinowali, Ĺźe nauczÄ siÄ programowaÄ i moĹźe zostanÄ nastÄpcÄ
Billa Gatesa. ChoÄ podejrzewam, Ĺźe bardziej kojarzyli wĂłwczas Romana KluskÄ, twĂłrcÄ rodzimego "Optimusa". Tymczasem ja oczywiĹcie na swoim pierwszym komputerze gĹĂłwnie graĹem.
Wtedy dzieciaki miaĹy tÄ ogromnÄ
przewagÄ nad rodzicami, Ĺźe komputery i ich interfejs rozumiaĹy niemal intuicyjnie. W przeciwieĹstwie do ich "starych". MaĹo kto z dorosĹych umiaĹ bowiem skontrolowaÄ zawartoĹÄ twardych dyskĂłw. DziĹ moi rodzice surfujÄ
po internecie, odbierajÄ
e-mailem zdjÄcia wnukĂłw, prowadzÄ
sobie cyfrowÄ
ksiÄgowoĹÄ czy oglÄ
dajÄ
streaming video. ÄwierÄ wieku temu nie bardzo jednak umieli mojego pierwszego peceta choÄby wĹÄ
czyÄ. A co dopiero zorientowaÄ siÄ, w co teĹź gra ich syn.
Tym bardziej, Ĺźe obrĂłt programami komputerowymi na samym poczÄ
tku lat 90. polegaĹ w duĹźej mierze na wymienianiu siÄ nimi z kumplami albo zwykĹym piractwie. Rodzice moich rĂłwieĹnikĂłw teĹź nie bardzo mieli pojÄcie co to za gry. Hulaj dusza, rodzicielskiego nadzoru nie ma.
Nóş, shot-gun, krew i... dziesiÄciolatek
To wspomnienie ma chyba kaĹźdy dzisiejszy trzydziestolatek. Skradasz siÄ cicho z ogromnym wojskowym noĹźem w rÄku. Nie moĹźesz zrobiÄ faĹszywego kroku, bo niemiecki wartownik w brunatnym mundurze od razu ciÄ zauwaĹźy. Musisz zajĹÄ go od tyĹu i zadĹşgaÄ zanim narobi haĹasu. Potrzebujesz amunicji z jego chlebaka jak tonÄ
cy powietrza. Kilka poziomĂłw dalej bÄdziesz mieÄ juĹź lĹniÄ
cego, obrotowego Chain Guna. Tym hitlerowcĂłw posiekasz szybko i sprawnie na krwawy sauerkraut. W "Wolfensteina 3D" - matkÄ wszystkich gier typu FPS - grali niemal wszyscy. W mojej klasie takĹźe dziewczyny.
NastÄpca "Wolfa" - "Doom" - byĹ juĹź moĹźe nieco bardziej elitarny, ale za to o wiele mroczniejszy i brutalniejszy. Samotny marine stajÄ
cy do walki z hordami piekielnych demonĂłw pĹynnie zmieniaĹ broĹ od shot-guna przez wyrzutniÄ rakietowÄ
po plazmowe cudo - BFG9000, ktĂłre zmiataĹo niemal wszystkich wrogĂłw w zasiÄgu wzroku. NajwiÄksi twardziele stawiali na broĹ biaĹÄ
. JuĹź nie nóş, ale brzÄczÄ
cÄ
zĹowieszczo piĹÄ ĹaĹcuchowÄ
. Nie ma co ukrywaÄ, miaĹo byÄ tak krwawo, jak tylko bÄdzie to moĹźliwe. TwĂłrcy jednej z kolejnych przebojowych strzelanek nie owijali w baweĹnÄ i swoje dzieĹo nazwali po prostu "Blood".
W tym przypadku jednak wciÄ
Ĺź istniaĹa ĹagodzÄ
ca okolicznoĹÄ, gotowa do przywoĹania w razie niezapowiedzianej rodzicielskiej kontroli. BezlitoĹnie mordowaliĹmy przecieĹź potwory. Albo takie z kĹami i rogami, albo te w ludzkiej skĂłrze - okrutnych SS-manĂłw. Trudniej byĹoby siÄ jednak obroniÄ, gdyby nakryto nas na innych brutalnych rozrywkach.
W "Carmageddonie" trzeba byĹo co prawda przede wszystkim wygraÄ samochodowy wyĹcig, ale poniewaĹź ĹcigaliĹmy siÄ wĹrĂłd zabudowaĹ, dodatkowo punktowane byĹo rozjeĹźdĹźanie przechodniĂłw. W pierwszej z gier z serii "Grand Theft Auto" wykonywaliĹmy usĹugi dla mafii, kradliĹmy samochody i woziliĹmy nielegalne przesyĹki. A chwilÄ potem strzelaliĹmy z broni maszynowej do przypadkowych ludzi, a za pĹynne rozjechanie siedmiu czĹonkĂłw Hare Krishna moĹźna byĹo dostaÄ "GourangÄ" - specjalny bonus i dodatkowÄ
kasÄ. A w najsĹynniejszym komputerowym mordobiciu - "Mortal Kombat" - wyrywaliĹmy sobie nawzajem gĹowy wraz z krÄgosĹupami albo wbijaliĹmy w piersi stalowe liny zakoĹczone szpikulcem. DoĹÄ by nie jednÄ
z matek przyprawiÄ o atak serca. Z reguĹy jednak wpadek z rodzicami nie byĹo. Zawsze moĹźna im byĹo wcisnÄ
Ä kit, Ĺźe godzinami graliĹmy w "FIFÄ".
I jesteĹmy normalni. MoĹźe dziĹ przesadzam?
I co? Na psychopatĂłw jakoĹ nie wyroĹliĹmy. Ĺťaden z moich kumpli nikogo nie zamordowaĹ, nikt nie trafiĹ do wiÄzienia. Nawet nikt nie zostaĹ naĹogowym karciarzem. Wszyscy jesteĹmy jacyĹ aĹź przesadnie normalni i przeciÄtni.
MoĹźe przesadzam z tÄ
mojÄ
dzisiejszÄ
rodzicielskÄ
ostroĹźnoĹciÄ
? MoĹźe siÄ zestarzaĹem? StetryczaĹem? Jeszcze chwila a zacznÄ wrzeszczeÄ, Ĺźeby mĂłj syn "ĹciszyĹ wreszcie tÄ cholernÄ
muzykÄ"? Albo wierzyÄ, Ĺźe gry komputerowe to jedyna przyczyna masowych strzelanin do jakich od czasu do czasu dochodzi w amerykaĹskich szkoĹach lub na kampusach uniwersyteckich?
Rzut oka na to jak wyglÄ
dajÄ
najbardziej kontrowersyjne z powodu brutalnoĹci wspĂłĹczesne tytuĹy. I jednak nie mam wÄ
tpliwoĹci, Ĺźe odmowa zakupu brutalnej gry to jednak normalna reakcja. Poziom realizmu w dzisiejszych produkcjach to juĹź majstersztyk. To juĹź nie jest dwuwymiarowy "Street Fighter", to nie sÄ
pĹaskie tekstury z "Wolfensteina", to nie jest umowna kreska wczesnych czÄĹci "GTA" ani kanciasty ruch postaci z "Dooma". Coraz mniej juĹź jest tej bezpiecznej umownoĹci, coraz bardziej zbliĹźamy siÄ grafiki przypominajÄ
cej swojÄ
pĹynnoĹciÄ
prawdziwy Ĺwiat. Nawet jeĹli akcja dzieje siÄ na odlegĹej planecie Sera ("Gears of War"), w staroĹźytnej Grecji ("God of War") czy polu bitwy z II wojny Ĺwiatowej ("Call of Duty"). ChoÄ dalej nie winiÄ gier wideo za caĹe zĹo tego Ĺwiata, to jednak wolÄ, Ĺźeby mĂłj 10-latek raczej poskakaĹ sobie po "Little Big Planet".
Nie potÄpiam wcale gier siÄgajÄ
cych po naturalizm. Skoro oglÄ
damy w kinach horrory albo filmy wojenne w telewizji, czemu mamy nie wcielaÄ siÄ w bohaterĂłw takich interaktywnych produkcji z kontrolerem od konsoli w rÄku. Ale przecieĹź nikt z nas raczej nie zasiÄ
dzie z 10-latkiem do oglÄ
dania "Plutonu" Olivera Stone'a. Albo "Szeregowca Ryana" Stevena Spielberga. Ja na pewno tego nie zrobiÄ. Po prostu poczekam. Swoje pĹyty z "Call of Duty" schowaĹem na razie dobrze. Pogram czasem trochÄ jak dzieciaki juĹź ĹpiÄ
. KiedyĹ chĹopakom pokaĹźÄ. Tak jak dobre kino wojenne. Ono zresztÄ
pewnie wolniej siÄ zestarzeje niĹź gry wideo.
MichaĹ StrzaĹkowski, Polskie Radio S.A.