Jakie płyty podpowiem córce?

Przemysław Borowian
26.04.2017 10:45
A A A
Perfect

Perfect (Fot. Kamila Kubat/AG)

Muzyka być może nie jest sprawą życia i śmierci, ale zajmuje ważne miejsce w życiu ludzi. Czy może być również ważnym aspektem dla... kilkuletniej dziewczynki?

Do napisania tego tekstu skłoniły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, dosłownie kilka dni temu znalazłem w Internecie zestawienie najlepszych piosenek na... czas porodu! Intrygujące TOP10 - na zlecenie Spotify - przygotował znany nowojorski ginekolog, dr Jacques Moritz. Jak stwierdził lekarz, muzyka ma ogromny wpływ na układ limbiczny ośrodkowego układu nerwowego, niejako zarządzającego naszymi emocjami.

I tak na liście dr. Moritza pojawiły się m.in. przeboje Coldplay, Pearl Jam, Queen i U2. Nie mnie oceniać ich faktyczną przydatność w tym niezwykle ważnym dniu, jednak tłumaczenia ginekologa zabrzmiały naprawdę przekonująco.

Drugą rzeczą, bez której ten tekst by nie powstał, jest kaseta z przebojami zespołu Perfect, którą przypadkiem odnalazłem w piwnicy. Jako kilkulatek dostałem ją od swojego ojca, ale że w tamtym okresie bardziej niż szlagiery Markowskiego interesowały mnie gole Ronaldo, zupełnie o tym prezencie zapomniałem. Włożyłem ją jednak do starego kaseciaka i - o dziwo! - zadziałała.

To w zasadzie dosyć zabawne, bo choć wtedy podarek nie zrobił na mnie większego wrażenia, być może miał dość istotny wpływ na moje życie. Jeśli ktoś zapytałby mnie dziś o ulubione zespoły, bez wahania wskazałbym Dżem, Budkę Suflera i właśnie Perfect. Czy to możliwe, że gusta muzyczne - mniej lub bardziej świadomie - przechwytujemy od rodziców?

Leżąc na łóżku i słuchając starej kasety przypominałem sobie te chwile z dzieciństwa, kiedy podobna muzyka rozbrzmiewała z garażu, w którym pracował tata. Wspomniałem pierwsze zapamiętane programy telewizyjne, prezentujące archiwalne nagrania z koncertów. Gdyby ojciec od Perfectu wolał, dajmy na to, Iron Maiden, ja też jeździłbym teraz na metalowe występy?

Mój dobry znajomy bez ogródek przyznaje, że zakochał się w utworach Depeche Mode, bo pierwszą ich płytę winylową dostał właśnie od rodziców (jego tata w przeszłości namiętnie je kolekcjonował). Inny kumpel nie wstydzi się swojego zamiłowania do disco polo - w jego domu po prostu co tydzień oglądało się takie programy jak "Disco Polo Live" i, pół żartem pół serio, powtarza, że dziedzictwa się nie wyrzeknie.

To kwestia poważniejsza niż się wydaje, bo kiedy już wracamy z pracy, kończymy wszystkie obowiązki i chcemy pobyć sami, muzyka staje się naszym jedynym towarzyszem. Czasami nas relaksuje, czasami potrzebujemy przy niej popłakać, czasami motywuje. Parafrazując klasyka, oprócz futbolu jest najważniejszą z najmniej ważnych rzeczy w życiu.

I gdy tak słuchałem tej starej kasety, wspominając fajne lata dzieciństwa, zorientowałem się, że teraz na moich barkach leży obowiązek zaszczepienia miłości do muzyki w córce. Zwłaszcza teraz, kiedy - z racji wieku - nie jest jeszcze świadomą słuchaczką i mimochodem podsłuchuje, co rozbrzmiewa z moich głośników. Oczywiście, chyba jak każda mała dziewczynka jest zakochana w piosenkach z bajek Disneya ("Mam tę moc, mam tę mooooc...!). Uwielbia dreptać do hitu "Przez Twe oczy zielone". Ale, z dużą dozą prawdopodobieństwa, w przyszłości w jej odtwarzaczu wylądują jednak inne rytmy.

Czy pierwszą płytę powinna otrzymać ode mnie? A może - gdy już podrośnie - sama powinna zdecydować, czego chciałaby słuchać?

Tego jeszcze nie wiem. Na pewno jednak będę zwracał większą uwagę na to, czego będę przy niej słuchał. Nie chcę przecież, żeby kiedyś powiedziała mi: "tatuś, ale ty miałeś kiepski gust muzyczny".

Pierwsza strona kasety z piosenkami Perfectu dobiegła do końca. Dzięki tatuś, że miałeś świetny gust muzyczny.

Najpiękniejsze w ojcostwie jest: